Fontanny dla wszystkich? Jak sprawić, by miejskie pluskanie było dostępne dla każdego.

Chwila ochłody… ale czy dla każdego?

Wyobraźmy sobie skroplony żarem, letni dzień w sercu miasta. Słońce praży niemiłosiernie, a rozgrzany asfalt zdaje się falować. Wtem, niczym oaza na pustyni, pojawia się plac z fontanną. Dziecięcy śmiech miesza się z kojącym szumem wody, a mgiełka wodnego pyłu przynosi upragnioną ulgę. Ludzie siadają na ławkach, zanurzają dłonie w chłodnej toni. Idylliczny obrazek, prawda? A teraz zatrzymajmy na chwilę tę klatkę. Przyjrzyjmy się jej uważniej. Czy w tej radosnej scenie jest miejsce dla każdego?

Dla wielu osób z niepełnosprawnościami (OzN) miejska fontanna, symbol relaksu i wspólnoty, pozostaje niedostępną twierdzą. To nie oaza, a tor przeszkód. I bynajmniej nie jest to refleksja zarezerwowana wyłącznie dla osób poruszających się na wózkach. Bariery mają wiele, często niewidzialnych na pierwszy rzut oka, twarzy. Zapraszam w podróż po świecie dostępności — a częściej jej braku — w polskich przestrzeniach publicznych, gdzie woda, zamiast łączyć, czasami dzieli.

Od wielkiej płyty do wielkich zmian: Krótka historia (nie)dostępności w Polsce

Nasze myślenie o przestrzeni publicznej ma głębokie korzenie, które do dziś wpływają na jej kształt. W epoce PRL-u, gdy powstawały osiedla z wielkiej płyty, myślano o skali i funkcjonalności dla modelowego, w pełni sprawnego obywatela. Planowano place, skwery i miejsca spotkań, lecz idea dostępności dla osób o szczególnych potrzebach była zupełnie abstrakcyjna. Standardem były wszechobecne schody, wysokie krawężniki i wąskie przejścia — architektoniczne aksjomaty, których nikt nie kwestionował.

Burzliwe lata 90. przyniosły transformację i gwałtowny boom budowlany. Priorytetem stała się szybkość i zysk. W tej gorączce tworzenia nowego ładu, projektowanie inkluzywne było traktowane jako zbędny luksus, fanaberia. Dostępność, jeśli w ogóle się pojawiała, była raczej efektem ubocznym niż zamierzoną strategią. Dopiero ostatnie dwie dekady przyniosły powolne, lecz systematyczne przebudzenie. Zaczęły powstawać pierwsze regulacje prawne, programy wsparcia, a miasta takie jak Gdynia, Warszawa czy Wrocław zaczęły tworzyć własne, ambitne standardy dostępności. Zrozumiano, że projektowanie uniwersalne to nie gest dobrej woli, lecz fundamentalne prawo i warunek tworzenia prawdziwie demokratycznej przestrzeni.

Dostępność dziś: Między paragrafem a wysokim krawężnikiem

Gdzie więc jesteśmy dzisiaj? W fascynującym, choć pełnym sprzeczności, rozkroku między literą prawa a twardą rzeczywistością.

Z jednej strony mamy solidne podstawy. Od 2019 roku obowiązuje Ustawa o zapewnianiu dostępności podmiotom publicznym, która jest naszym głównym orężem w walce z barierami. Działają programy rządowe, jak Dostępność Plus, a PFRON oferuje środki na likwidację barier. Co więcej, mamy wspaniałe przykłady pokazujące, że „się da”. Wystarczy spojrzeć na zjawiskową fontannę multimedialną Water Works w Parku Śląskim — zaprojektowaną tak, by osoby na wózkach mogły swobodnie poruszać się po jej niecce i uczestniczyć w wodnym spektaklu. To dowód, że estetyka i funkcjonalność mogą iść w parze z inkluzywnością.

Z drugiej strony, zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. Opublikowany kilka lat temu raport NIK był bezlitosny: żaden z kontrolowanych budynków użyteczności publicznej nie był w stu procentach dostępny. Wciąż pokutuje myślenie „jakoś to będzie”, prowadzące do architektonicznych absurdów. Najcięższe grzechy projektantów? Schodki-niespodzianki pojawiające się w najmniej oczekiwanych miejscach, podjazdy o nachyleniu godnym himalaistów, śliska, pozbawiona właściwości antypoślizgowych nawierzchnia wokół fontann czy brak podstawowej przestrzeni do manewrowania wózkiem.

Ale dostępność to nie tylko schody. To także zapomniany świat zmysłów.

  • Dźwięk: Szum wody, dla większości kojący, dla osób ze spektrum autyzmu czy z nadwrażliwością słuchową może być źródłem przytłaczającego bólu i sensorycznego przeciążenia.
  • Wzrok: Czy pomyślano o kontrastowym oznaczeniu krawędzi niecki fontanny dla osób słabowidzących? Czy wieczorne, dynamiczne oświetlenie nie jest zbyt oślepiające? Czy w pobliżu znajdują się jakiekolwiek informacje w alfabecie Braille’a?
  • Dotyk: Zastosowanie różnych faktur nawierzchni to genialny w swej prostocie system nawigacji dla osób niewidomych. Dlaczego wciąż jest tak rzadko stosowany w otoczeniu małej architektury?

Kontrowersje: „Po co to komu?” i inne mity

W dyskusji o dostępności wciąż pobrzmiewają te same, szkodliwe mity. Czas się z nimi ostatecznie rozprawić.

Mit 1: „To za drogie”. Jest to argument ekonomicznie chybiony. Uwzględnienie zasad projektowania uniwersalnego na etapie koncepcji to marginalny wzrost kosztów. Znacznie droższe są późniejsze, wymuszone prawem przeróbki — doklejanie podjazdów, przebudowywanie toalet czy kucie nawierzchni. Inwestycja w dostępność od zera to po prostu dobrze wydane publiczne pieniądze.

Mit 2: „To tylko dla garstki ludzi”. To chyba najbardziej krzywdzące uproszczenie. Z dobrze zaprojektowanej przestrzeni bez barier korzystamy absolutnie wszyscy. Rodzic z wózkiem dziecięcym, osoba starsza podpierająca się laską, kurier z ciężką paczką, turysta z walizką, rowerzysta, czy ktokolwiek z nas po chwilowym urazie nogi. Dostępność nie jest niszową potrzebą, jest uniwersalną wartością.

Prawdziwą kontrowersją jest natomiast rozdźwięk między prawem a praktyką. Problem „dostępności na papierze” jest powszechny. Projekt spełnia minimalne, często nieżyciowe wymogi formalne, otrzymuje pozwolenie na budowę, ale w praktyce okazuje się niefunkcjonalny. Kto weryfikuje użyteczność tych rozwiązań? To pytanie wciąż zbyt często pozostaje bez odpowiedzi.

Przyszłość jest… dostępna! Fontanny 2.0 i inteligentne miasta

Jaka przyszłość czeka miejskie pluskanie? Wszystko wskazuje na to, że będzie ona dostępna. Słowem-kluczem jest tu projektowanie uniwersalne. Chodzi o zmianę paradygmatu: koniec z myśleniem o „dostosowywaniu” i „adaptowaniu” przestrzeni dla OzN. Czas zacząć myśleć o wszystkich użytkownikach — z ich różnorodnymi potrzebami — od pierwszej kreski postawionej przez architekta.

Z pomocą przychodzi technologia. Wyobraźmy sobie fontanny interaktywne, w których za pomocą aplikacji na smartfonie można chwilowo zmniejszyć intensywność dźwięku lub światła. Aplikacje mobilne, które w czasie rzeczywistym pokazują dostępne trasy dojścia do atrakcji. Systemy Smart City, gdzie sygnalizacja świetlna „wyczuwa” zbliżającą się osobę niewidomą i automatycznie uruchamia sygnał dźwiękowy. To nie science fiction, to kierunek, w którym zmierzają nowoczesne metropolie. Dodatkowym impulsem do zmian jest wchodzący w życie w połowie 2025 roku Europejski Akt o Dostępności, który rozszerzy obowiązki w tym zakresie także na sektor prywatny.

Plusk dla wszystkich!

Dostępna fontanna to coś więcej niż tylko wodotrysk bez barier. To potężny symbol miasta otwartego, inteligentnego i empatycznego. Miasta, które rozumie, że jego największą wartością są mieszkańcy — wszyscy, bez wyjątku. To inwestycja w jakość życia całej wspólnoty.

Dlatego następnym razem, mijając plac budowy w swoim mieście, zadajmy sobie pytanie: czy pomyślano tu o wszystkich? Zwracajmy uwagę, rozmawiajmy, wymagajmy. Bo miasto jest nasze — wspólne. A chwila ochłody przy fontannie powinna być prawem, a nie przywilejem.

Zmiana zaczyna się od świadomego projektu i wyboru odpowiedniego partnera. Jeśli marzy Państwu się przestrzeń wodna, która jest nie tylko piękna, ale i prawdziwie inkluzywna, warto zaufać ekspertom. Zespół C4Y od lat specjalizuje się w projektowaniu i budowie miejskich fontann, które od samego początku tworzone są z myślą o dostępności dla wszystkich, łącząc wyrafinowaną estetykę z uniwersalną funkcjonalnością.

Zobacz inne wpisy

Share This